Wlasnie wrocilam z kina. Ech, ten Jack Sparrow… Swietny film.
Nauczona doswiadczeniem (po “Kodzie Leonarda DV” dostalam kataru) zabralam ze soba szal do zakrycia golych ramion. Nastepnym razem musze pamietac jeszcze o skarpetkach.
Czesc mieszkancow Taipei przychodzi chyba na lunch do kina, bo jedzenie niosa w rekach, zebach i pod pachami.
Lipiec 11, 2006
Październik 23, 2011 at 7:40 am
a ja nie lubie jak ktos je w kinie.. wkurza mnie gdy ktos je w kinie.. tzn. jesli jeszcze w miare po cichu stara sie przezuwac to wytrzymam
allia
Październik 23, 2011 at 7:41 am
Ja tez nie lubie jak szeleszcza papierki w kinie,na szczescie w hk pod tym wzgledem jest cicho, co mnie pozytywnie zaskoczylo, ze nawet rozwrzeszczeni przed kinem chinczycy juz w samej sali zachwuja sie bardzo grzecznie
))
Lia
Październik 23, 2011 at 7:42 am
Japonczycy w kinie nie jedza. Nie rozmawiaja, nie smieja sie z dowcipow w filmie. Na sali pelnej ludzi, ktorzy nijak nie reaguja na film bylo to dziwne… Towarzystwa lunchu w kinie nie zazdroszcze…
bayushi
Październik 23, 2011 at 7:43 am
hhe he he Za mojego mlodu do kina chadzalo sie aby kosztowac filmy a nie popcorn czy jakies inne trzeszczaco szeleszczace i chrupiace jedzonka. jak pamietam gadajacy, czy halasujacy byli bluzgani lub bez bluzgania uciszani. Wszelkie zbedne dzwieki uznawane byly za chamstwo. Teraz ohhh az szkoda gadac. Raz poszlam na Nanny Mcphee ze znajomymi i naszymi dzieciakami. Nie wiem czy ci moi znajomi sa dziwakami bo nie halasowali. Reszta widowni, dokladnie udala sie do kina na lunch lub na to by spedzic czas z placzacymi, marudzacymi, wqrf….cymi do granic mozliwosci pociechami. Cezsto trudno sie skupic na tym co dzieje sie na ekranie. jeden dziecial plakal za moimi plecami pytajac co i rusz kiedy wroca do domu, rodzice przytuleni zbyt sie nim nie interesowali zajadali swoje chipsy, szeleszczac workiem, pomijajac wszystko bawili sie swietnie. Ja bylam wsciekla, ze nie moge skupic sie na filmie. Zawsze wydawalo mi sie, ze takie ogladanie mozna sobie zafundowac w domu. Ktos zadzwoni, pic che, jestc, reklamy, sasiadka przyjdzie cukier pozyczyc…… A do kina idzie sie by w ciszy smakowac calosc emitowanego filmu. No tak ale ja to chyba juz strasznie stara musze byc, skoro takie moje podejsce do wypadow kinowych, 35 lat musi byc chyba nawet oncem starosci
)
fotos-kowiczka
Październik 23, 2011 at 7:43 am
wlasnie dlatego ja nie chadzam z Mlodym do kina, mimo, ze oboje bardzo chcielibysmy pojsc np. na Cars, ale jak sobie pomysle, co on tam bedzie wyprawial… w domu przed telewizorem nie potrafi wysiedziec pol godziny, a co dopiero w kinie
natiwa