Wlasnie wrocilam z kina. Ech, ten Jack Sparrow… Swietny film.
Nauczona doswiadczeniem (po “Kodzie Leonarda DV” dostalam kataru) zabralam ze soba szal do zakrycia golych ramion. Nastepnym razem musze pamietac jeszcze o skarpetkach.
Czesc mieszkancow Taipei przychodzi chyba na lunch do kina, bo jedzenie niosa w rekach, zebach i pod pachami.