Dostalismy dzis parasol od pani kierujacej autobusem. Byla okropna burza, potwornie lalo, a ona nie chciala nas wypuscic z autobusu bez tego parasola. Wiec wzielismy.
Na niewiele sie jednak zdal przy tej ulewie. Siedzialam wiec po sklepem na chodniku, Mlody spal na moich kolanach, torby rozrzucone lezaly obok, a ludzie robili wielkie kroki, zeby ominac nasze nogi.
Czulam sie jak Rumunka w centrum Warszawy. Taka przygode dzisiaj mielismy.