Jest za goraco na cokolwiek. Za sprawa szalejacego w okolicy tajfunu od kilku dni jest odrobine wietrznie i lekko pochmurno, ale i tak wciaz jest 36 stopni i nie mozna wytrzymac.

Dwa ostatnie weekendy spedzilismy na firmowych wycieczkach. Najpierw pojechalismy do Yingge w Taipei County, ktore jest centrum przemyslu garncarskiego na Tajwanie. Dorobek ponad 200 lat siegajacej tradycji mozna obejrzec w Muzeum Ceramiki. W miasteczku pelno jest tez sklepikow, w ktorych mozna nabyc lokalne wyroby. Nas zabrano na DIY do Shin Tay Yuan Art Studio gdzie sami moglismy zrobic sobie gliniany garnek albo ozdobic kolorowymi kamykami ramke na zdjecie. Pozniej pojechalismy do The Great Roots Forestry Spa Resort, czyli resortu polozonego w lesie tropikalnym gdzies w okolicach rzeki Dabao. Podobno jest to popularne miejsce w wakacje. Ze wzgledu na Mlodego wiekszosc czasu spedzilismy na placu zabaw, a po spacerze w lesie mielismy w planach skorzystanie ze Spa. Niestety ulewny deszcz, ktory na ponad godzine uwiezil nas w lesnej chatce uniemozliwil nam to.

W ten weekend natomiast wybralismy sie w centralne rejony wyspy. Najpierw w okolice Houli w Taichung County, gdzie mielismy do wyboru albo park wodny Mala Bay albo park rozrywki Yamay Discovery World. Bylo potwornie goraco, marzylismy o basenie, slizgawkach w wodzie i innych tego typu rozrywkach, jednak znowu dla wygody Mlodego wybralismy karuzele, ciuchcie i przejazdzki autkami. Yamay to jeden z wielu tajwanskich parkow rozrywki, taki lokalny Disneyland. Jedyna roznica, to kompletne pustki, przynajmniej kiedy my tam bylismy. Mialo to oczywiscie swoje plusy: nie musielismy stac w kolejkach, wiec Mlody jezdzil na czym chcial i ile chcial. Po pieciu godzinach karuzelowych szalenstw wsiedlismy do autobusu i pojechalismy w okolice Taian, Miaoli County, do przepieknie polozonego w gorach hotelu Onsen Papawaoa. Sam hotel zrobil na nas niesamowite wrazenie. Z wierzchu surowy beton i drewno, duzo szkla. W srodku przepiekne pokoje, olbrzymie lazienki z jacuzzi, kamieniami na podlodze i bambusami za oknem. I wszystko byloby super, gdyby Mlody nie pochorowal sie od tego tajwanskiego upalu. Zreszta nie tylko on mial problemy. W innych autobusach ludzie tez nie czuli sie najlepiej, wiec drugiego dnia plan wycieczki ulegl radykalnym zmianom, bo nikt juz nie chcial wysiasc z klimatyzowanego autobusu. Mielismy spacerowac nad rzeka Penglai i jeziorem Nanzhuang Xiang-Tian. Zamiast tego zjedlismy obiad w tradycyjnej restauracji Hakka i po prostu wrocilismy wczesniej do domow.

Koniec wycieczkowych weekendow jest taki, ze teraz odchorowujemy te wszystkie godziny w klimatyzowanych autobusach :(